Tradycja wigilijnej wieczerzy liczy sobie, zdaniem wielu badaczy ponad 1500 lat, i choć w Polsce upowszechniła się na dobre dopiero w XVIII wieku, jej miejsce na liście świątecznych rytuałów jest niepoślednie. Poprzedza ona właściwe święto chrześcijańskie, wprowadzone około połowy IV wieku n.e. na pamiątkę narodzin Jezusa (dokładna data jest nam niestety nie znana). Sama wigilia kojarzy się większości z nas z uroczystą kolacją, suto zastawionym stołem i tradycyjnymi potrawami, charakterystycznymi dla poszczególnych części naszego kraju. Zawsze gdy na stole pojawiają się przede mną kolejne wazy, półmiski i talerze nachodzi mnie myśl o prawdziwym sensie naszego świętowania. I nie jest to bynajmniej myśl li tylko natury filozoficzno-religijnej, ale także natury…kulinarnej. Zastanawiam się bowiem jak ludzie świętowali ważne uroczystości w czasach gdy w betlejemskiej stajni przychodziło na świat to ważne dla historii świata dziecko. Zaś jako człowiek zajmujący się zawodowo badaniem przeszłości Bliskiego Wschodu wiem, że tamtejsza dieta przełomu er pozornie nie należała do obfitych, a różnorodność potraw na stołach, nawet świątecznych, może nam się, z dzisiejszej perspektywy, niesłusznie wydawać znacznie skromniejszą.

Na bliskowschodnim bazarze warzywno-owocowym

Bliskowschodnie społeczności w czasach Jezusa były w znacznym stopniu uzależnione od kaprysów przyrody. Wystarczyły niewielkie nawet wahnięcia klimatyczne czy nieurodzajne okresy by zachwiać ich dobrostanem. Jeśli do tego dodamy informację, że w tamtej części świata niewiele jest terenów naturalnie urodzajnych, nadających się pod nie irygacyjne rolnictwo, otrzymamy obraz niezbyt piękny, wskazujący na problemy żywieniowe, z którymi dość często musieli się borykać mieszkańcy tego regionu. Oczywiście znacznie łatwiej mieli w kwestiach kulinarnych ludzie zamożni, którzy mogli sobie pozwolić na sprowadzanie żywności i towarów luksusowych. Ale przecież byli oni w mniejszości. Zdecydowana większość zamieszkujących Bliski Wschód plemion żydowskich, arabskich i tureckich a także osadników z kręgów kultury greckiej czy rzymskiej, musiała zaspokajać swoje potrzeby dostępnymi na miejscu produktami.

Najrzadszym i dość drogim towarem było oczywiście mięso (najczęściej wołu, owcy lub kozy) – raczej spożywane z okazji świat lub rodzinnych uroczystości. Rzymianie i przybysze zza Morza Śródziemnego jedli także często wieprzowinę, przygotowywaną według rzymskich przepisów, z dodatkiem sosu garum i ziół. Na Bliskim Wschodzie znacznie częściej konsumowano jednak ryby, pieczone lub smażone, podawane często z plackami serowymi lub ziemniaczanymi. Podstawowym daniem był oczywiście chleb, z mąki jęczmiennej lub pszenicznej, zawsze przygotowywany w domu. Tradycja nakazywała chleb rozrywać rękami, nie zaś kroić nożem.

Ważnym elementem diety były oczywiście produkty odzwierzęce takie jak mleko, sery (w tym kilka nietypowo produkowanych gatunków serów dojrzewających) i masło. Słodkiego smaku, wykorzystywanego przy produkcji łakoci dostarczał głównie miód.

Najczęstszym jednak elementem diety były w czasach narodzin Jezusa warzywa i owoce. Do najważniejszych składników ówczesnej kuchni należały niektóre rośliny strączkowe takie jak groch i ciecierzyca, ale także stosowane już wówczas ogórki, do których zaliczamy także melony. Znane z dzisiejszej kuchni tego regionu ziemniaki czy pomidory, w czasach Jezusa były tu jeszcze nieobecne – pojawiły się dopiero w czasach nowożytnych, po „odkryciu” kontynentów amerykańskich.

Kluczową rolę odgrywały także oczywiście oliwki i wytwarzana z nich oliwa, a także winogrona i produkowane z nich wino. Jednym z najważniejszych konserwantów, ale i przypraw, był także ocet i jego wersje wytwarzane z orientalnych żywic (główne wykorzystywanych w kuchni rzymskiej). Rzymianie upowszechnili na tych terenach także cały szereg składników takich jak sałata, buraki, czosnek, cebula, szparagi i kapusta. Często pojawiały się także cenione w kuchni rzymskiej orzechy ziemne i laskowe a także pistacje. Całość wzbogacały oczywiście przyprawy, o których będę kiedyś pisał.

Ciepły i słoneczny klimat regiony dostarczał także wielu wspaniałych i bogatych w składniki odżywcze owoców, chętnie i często spożywanych. Były to przede wszystkim granaty, figi i daktyle, no i oczywiście winogrona.

Okazuje się więc, że repertuar składników i potraw spożywanych w czasach gdy na świat przychodził Jezus nie był wcale taki mały, choć oczywiście ich różnorodność zależała od zamożności. Z całą pewnością rodzina ubogiego cieśli z Nazaretu nie mogła sobie pozwolić na tak zróżnicowaną dietę. Jednego możemy być jednak pewni – podobnie jak na dzisiejszym Bliskim Wschodzie, wspólne posiłki spożywane w rodzinnym gronie miały wielką moc i były docenianą wartością niezależnie od bogactwa potraw i smaków dostępnych na stole. I to chyba najważniejsza, ponadkulturowa tradycja, którą powinniśmy kultywować, zwłaszcza w dzisiejszych trudnych i nieprzewidywalnych czasach…