Bez-nazwy-1Wakacyjne podróże prowadzą nas często do miejsc niezwykłych. Tak nasyconych przeszłością, że niemal słychać w nich głosy ludzi żyjących tu w dawnych czasach. Młyny wodne związane są z nami już niemal 2 tysiące lat i wciąż mówią do nas szumem wody i niezwykłościami swojej konstrukcji. No i oczywiście swoimi wspaniałymi produktami.

Niedawno niemal przez przypadek znalazłem się w zaczarowanym miejscu. Odremontowana niedawno niewielka osada młynarska Boroniówka w Ojcowskim Parku Narodowym to jedno z niewielu już miejsc, w których zobaczyć można jak działają, napędzane jedynie siłą płynącej wody, maszyny młynarskie i tartaczne. To właśnie te pierwsze wywarły na mnie spore wrażenie, choć wydawało mi się, że o młynach wiem całkiem sporo. To w końcu jeden z najdłużej używanych wynalazków w historii ludzkości, bo przecież dopiero w XIX wieku koło wodne wyparły maszyny parowe, a w XX wieku technologie spalinowa i elektryczna przypieczętowały jego kres. Niewiele wynalazków skonstruowanych przez człowieka wykorzystywało w tak prosty sposób naturalną i bezpłatną energię odpowiednio pokierowanej wody i niewiele urządzeń obrosło tak licznymi legendami i opowieściami. Nie można zapominać, że młyny były jednymi z najważniejszych budynków dla funkcjonujących w ich okolicy społeczności. A chyba każdy z nas słyszał legendy o opuszczonych, nawiedzonych młynach czy diabelskich siedliskach w starych, młyńskich kołach…

Ktoś powiedział mi, że życie to młyńskie koło. Obraca się. Sztuka polega na tym, żeby zatykać nos, kiedy się jest pod wodą, i nie dostać zawrotu głowy, kiedy jest się na górze…
[James Baldwin]

W źródłach pisanych koła wodne pojawiają się w I wieku p.n.e. Trzeba tu wspomnieć, że niektórzy badacze sugerują istnienie młynów wodnych już w starożytnym Egipcie. Najstarsze znane konstrukcje oparte na kole i ruchu wody pochodzą rzeczywiście z tego rejonu i są datowane na III wiek p.n.e., jednak miały one raczej służyć nawadnianiu pól. Wydaje się jednak prawdopodobne, że Egipcjanie znali także inne zastosowania koła wodnego. O zastosowaniu takiego mechanizmu do poruszania młyna zbożowego w Kabirze na terenie Pontu w Azji Mniejszej pisze z kolei Strabon, grecki historyk, geograf i podróżnik (I wiek p.n.e.). Także znany nam dobrze Marcus Vitruvius Pollio czyli Witruwiusz, opisuje w tym czasie młyny napędzane kołem wodnym o poziomej osi obrotu. Trzeba jednak wiedzieć, że najstarsze konstrukcje młynarskie napędzane wodą posiadały raczej pionową oś i poziomą płaszczyznę obrotu, a ich ruch przekładał się na obroty tradycyjnego dotąd kamienia młyńskiego (stąd określenie „kamień młyński”). Kamienne rozcieracze i żarna to przecież najstarsza metoda rozdrabniania zboża znana człowiekowi już od okresu epipaleolitu. W kolejnych stuleciach czyli już na początku naszej ery, wynalazek młyna wyposażonego w przekładnie przyspieszające obroty kamienia młyńskiego, rozpowszechnił się na obszarach imperium rzymskiego. I tak wiemy, że w IV wieku działał na terenie dzisiejszej Francji, w Barbegal, zespół młynów wyposażonych aż w 16 kół wodnych. Produkowano tam prawdopodobnie nawet do 28 ton mąki na dobę co czyniło to miejsce największym tego typu obiektem świata starożytnego. W średniowieczu liczba młynów wodnych ogromnie wzrosła. Pod koniec XI wieku jak się szacuje w samej tylko Anglii było ich ponad 5600. Z kolei od XII wieku koła napędzane wodą zaczęto wykorzystywać także do napędzania urządzeń w kuźniach, tartakach, foluszach, przędzalniach i innych zakładach przemysłowych, ale najściślej i najdłużej, niemal do połowy XX wieku, kojarzono je głównie z funkcjonowaniem młynów do mielenia ziarna. Ich budowa i sposób funkcjonowania nie zmieniły się znacząco przez prawie 2 tysiące lat. Młyny opisywane przez Witruwiusza nie różniły się przecież pod względem rozwiązań technicznych od młynów w średniowiecznych klasztorach.

Najważniejszym elementem młyna było oczywiście koło wodne. Koło napędzane siłą wody dlatego to tej właśnie sile – rzece, strumieniowi czy kanałowi – trzeba było podporządkować położenie i konstrukcję architektoniczną projektowanego młyna. Woda musiała mieć odpowiedni nurt, ale nie znaczyło to wcale, że młyn musiał być budowany na brzegu rzeki czy strumienia. Młyny stawiano np. między zakotwiczonymi tratwami, na barkach albo na pływakach, których położenie wzdłuż głównego nurtu utrzymywano za pomocą liny nawijanej na kołowrót umieszczony na brzegu. Tak powstawały młyny, nazywane tzw. bździelami lub pływakami. Budowano także „młyny na wagach”, czyli na palach wbitych w dno rzeki i połączonych drewnianym pomostem z jej brzegiem. Dobrym miejscem było budowanie młyna na terenach górskich, gdzie wartkie strumienie dają zazwyczaj odpowiednią ilość energii dla poruszania koła lub kół. Większość młynów budowano z drewna, ale np. zamożniejsze klasztory czy bogate miasta stawiały młyny murowane z cegły, nierzadko z wieloma kołami wodnymi, z których każde napędzało oddzielne urządzenie. Chodziło oczywiście o jak największą wydajność. Opłacalność młynów rosła i stąd np. wprowadzone w Polsce w XVIII wieku „młynowe”, czyli podatek od młyńskiego koła, którego wysokość uzależniono od potencjalnej mocy napędowej, wykorzystywanej w danym młynie. I tak np. za posiadanie młyna nad tzw. „wielką wodą” płacono rocznie 10 złotych polskich, zaś za młyn napędzany średnią wodą – 8 złotych polskich, a za młyny na małej wodzie – 6 złotych polskich lub 4 złote.

za: fundacjaenergia.pl

Odremontowany w Ojcowie warsztat młynarski (oraz tartak wodny) to założenie niewielkie i o niezbyt odległym w czasie rodowodzie (obecne zabudowania pochodzą z końca XIX wieku), choć korzenie tego miejsca sięgają XV wieku. Dostępność każdego zakamarka młyna i tartaku wodnego pozwala znakomicie zapoznać się z każdym elementem konstrukcji. A jest ona dość skomplikowana, w każdym razie znacznie bardziej niż sądziłem. Koło wodne to bowiem jedynie zewnętrzny, widoczny znak młynarskiego rzemiosła i napęd całego mechanizmu, natomiast we wnętrzu samego młyna kryje się cały system przekładni pozwalający na rozdrabnianie ziarna i wypychanie go z właściwego młynka do zbiorników zewnętrznych. A wszystko to jedynie dzięki sile wody i jej przepływowi, który nie jest przecież dziełem człowieka. Być może oprócz szczegółów technicznej budowy samego młyna to właśnie ta konstatacja jest najważniejszym efektem wizyty w Boroniówce. Okazuje się bowiem (ku prawdziwemu zdziwieniu wielu odwiedzających), że tak niewiele trzeba by dobrze wykorzystane siły natury pomagały człowiekowi, nie generując jednocześnie zanieczyszczeń i nie niszcząc zasobów Ziemi…

I jeszcze jedna, ważna informacja… W Boroniówce można kupić zrobioną w tamtejszym młynie mąkę oraz wypić niesamowicie dobrą kawę i zjeść pieczone przez gospodarzy nieziemskie ciasta…:)

Polecam galerię zdjęć na stronie Osady Młynarskiej Boroniówka