Szlaki handlowe od zawsze stanowią „krwiobieg” ludzkiego bytowania na danym terenie. Obszar Bliskiego Wschodu w sposób szczególny jest nimi naznaczony. Odgrywały one w tej części świata rolę zasadniczą już od okresu neolitu, by w epoce brązu i żelaza a szczególnie w okresie panowania rzymskiego i dalej – w średniowieczu – stać się siłą napędową gospodarki mieszkającej tu ludności. To dzięki nim rozwijały się technologie, wynalazki, wędrowały wierzenia i trendy artystyczne. To one stanowiły o sile wielu ludów, a czasem stawały się źródłem konfliktów i przedmiotem krwawych wojen. Dzisiaj wiele z nich nie jest już używanych ponieważ zmieniły się metody transportu towarów i ludzi. Na starych szlakach znajduje się nadal wiele elementów ich niezwykłego dziedzictwa, zabytków o mniejszej lub większej skali, znaków orientacyjnych, śladów karawan czy ośrodków, które niegdyś dawały im schronienie. Starożytny Szlak kadzidlany należy do najciekawszych śladów naszej przeszłości w tym regionie.

Szlak kadzidlany (Incense Route)

Jego geneza i historia związana jest z towarami, które choć przez nas dzisiaj używane, to z punktu widzenia współczesnego człowieka nie wydają się bardzo cenne. A już na pewno nie tak cenne by ryzykować życie przeprawiając się przez nieludzko gorące pustynie czy narażając się na gniew plemion mieszkających na szlaku lub w jego pobliżu. A jednak co najmniej od połowy III tysiąclecia p.n.e. tereny Półwyspu Arabskiego stały się areną działalności handlowej i transportowej, o skali jak na ówczesne czasy ogromnej.

Egipcjanie z drzewkiem kadzidłowca (fragment reliefu ze świątyni Królowej Hatszepsut (Teby Zachodnie))

Historia szlaku, który dziś nazywamy kadzidlanym zaczyna się (przynajmniej w źródłach pisanych, bo może być oczywiście znacznie starsza) od wypraw starożytnych Egipcjan, którzy z tajemniczej i nieco dla nich baśniowej (choć realnej) krainy Punt sprowadzali za pośrednictwem Morza Czerwonego egzotyczne produkty, takie jak mirra, kadzidło, elektrum, złoto, kość słoniowa, heban, żywica, guma arabska (wydzielina drzew z gatunku Accacia), skóry lampartów, żyraf, a także żywe zwierzęta – przede wszystkim czczone przez nich pawiany. Ich Punt leżał jak sadzą dziś naukowcy w rejonie tzw. Rogu Afryki czyli dzisiejszych Etiopii i Erytrei, Somalii czy Kenii. Największe wyprawy wysyłane przez faraonów w tamten rejon mogły liczyć nawet 3000 tysiące ludzi. Ostatnie wzmianki o egipskich eskapadach handlowych lub pewnie raczej łupieżczych do krainy Punt pochodzą z czasów Nowego Państwa. Udomowienie w połowie II tysiąclecia wielbłądów i zanik wypraw morskich na korzyść lądowych, na które monopol zaczęły mieć lokalne plemiona, spowodowało utratę przez Egipcjan zainteresowania tymi terenami. Kraina Punt pozostała tylko w ich mitach, jako symbol niezwykłych bogactw i egzotyki, napawającej Egipcjan strachem, ale i pożądaniem…

Początkowa część szlaku kadzidlanego

Tymczasem ciężar wymiany towarowej przeniósł się na drugą stronę Morza Czerwonego. Przejęli go lokalni plemienni wodzowie, prowadzący swoje karawany z terenów obecnego Omanu, Jemenu czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, przez pustynie Arabii do portów w Akabie, Gazie czy Tyrze. Swoje drogocenne w ówczesnym świecie towary pozyskiwali z lokalnych upraw (np. drzew kadzidłowca), ale także z terenów Rogu Afryki, a nawet z dalekomorskich dostaw z terenów Indii i Afryki Południowej. Szybko też odkryli dwie kluczowe dla handlu zasady. Dobrze jest dostarczać klientom to czego najbardziej potrzebują, a jeszcze lepiej mieć na te dostawy monopol!

A czego mógł potrzebować rodzący się antyczny świat, wielkich miast i zamożnych arystokratów? Zapachów i smaków!

W śmierdzących i niezbyt higienicznych miastach antycznego świata pachnidła i aromatyczne przyprawy były towarem bardzo pożądanym. Nic więc dziwnego, że to właśnie w okresie od VII wieku p.n.e. do II wieku n.e. szlak kadzidła przeżywał stulecia swojej świetności. Kadzidło czy mirra kojarzą nam się dziś raczej ze sprawami religijnymi: rytuałami okadzania i oczyszczania świętych miejsc, znacznie późniejszą tradycją święta Trzech Króli itd. Jednak w tamtych czasach były przede wszystkim wykorzystywane do usuwania niemiłych zapachów, których pełno było w nieskanalizowanych miastach, pełnych targowisk, zwierząt jucznych, resztek jedzenia i walających się tu i ówdzie śmieci. Nie bez powodu arterie komunikacyjne wielu miast poprzedzielane były specjalnymi kamieniami, położonymi w poprzek ulic. Po nich można było względnie suchą nogą przejść nad płynącym ulicami potokiem nieczystości. Trzeba było jednak uważać by starając się do niego nie wpaść, nie zostać oblanym usuwanymi przez okna wprost na ulice, niezbyt miło pachnącymi płynami… Jeśli do tego dodamy jeszcze brak bieżącej wody, ciasnotę, zapachy wydzielane przez zwierzęta i w końcu higieniczne zwyczaje naszych starożytnych przodków (np. nacieranie ciała oliwą zamiast mycia, strach przez zbyt częstymi kąpielami itd.), to możemy sobie jedynie wyobrazić zapachy rozchodzące się po ulicach w tamtym czasie. I chyba całe szczęście, że możemy je sobie jedynie wyobrażać…:).

Drzewo kadzidłowca i jego słynny produkt – aromatyczna żywica czyli…kadzidło

Drogocenne towary – w tym najcenniejsze czyli kadzidło, mirrę, indyjskie przyprawy i kamienie szlachetne – sprowadzano jak już wspominałem, z odległych czasem rejonów Indii czy Afryki i wyładowywano w portach południowej Arabii i w Zatoce Perskiej. Jednym z najważniejszych była Gherra, położona właśnie w Zatoce Perskiej i opisywana przez Strabona jako port przeładunkowy i wielki ośrodek handlu wonnościami i przyprawami. To z tego rejonu wyruszały karawany transportujące „skarby orientu” przez pustynie Arabii, w kierunku portów nad Morzem Śródziemnym. Droga jaką musiały przebyć niektóre towary była bardzo długa i trudna. Niektóre z nich w tamtej części świata, podobnie jak za czasów wypraw egipskich, także produkowano. Były to przede wszystkim żywice z drzewa kadzidłowca i innych drzew balsamicznych, no i oczywiście produkt rośliny zwanej przez botaników Commiphora abessynica czyli niewielkiego drzewka dostarczającego żywicy znanej nam doskonale pod nazwą mirra.

Jedno z najstarszych znanych przedstawień wielbłąda i jeźdźca – ok. X wieku p.n.e., tereny obecnej Syrii

Cały ten wędrowny i handlowy trud był możliwy tylko dzięki największemu przyjacielowi tamtejszych kupców i tragarzy – wielbłądowi. Te wspaniałe, przyjazne i majestatyczne zwierzęta, potrafiące unieść do 400 kg towaru, odporne na upał i brak wody (potrafiły wytrzymać nawet do kilkunastu dni bez płynów), były największym skarbem ludności ówczesnej Arabii. Były przede wszystkim środkiem transportu, ale wykorzystywano je także w inny sposób. Wędrowcy pili ich mleko, żywili się ich mięsem, odziewali w ich skóry, nawozu używali jako opału. Ich włosy służyły do wyrobu namiotów a mocz do produkcji lekarstw i kosmetyków. Beduin nie istniał bez wielbłąda i stąd wszystkie ważne dla mieszkańców Arabii wartości, do czasów nowożytnych, przeliczane były na wielbłądy.

Mijały dni i tygodnie zanim udawało się przejść najbardziej niegościnną cześć Półwyspu Arabskiego. Pustynia kryła zazdrośnie swoje źródła wody i dogodne miejsca postojowe. Za wiele z nich trzeba było płacić pustynnym plemionom lub pozostawiać w zamian za korzystanie z nich część dobytku. Czasami zdarzały się napady i rabunki. Śmiertelne żniwo zbierał upał i wycieńczenie. Po drugiej stronie czekały chłodne skały Petry i pachnące niziny nad Morzem Śródziemnym. Zanim jednak wonności i inne cenne towary odpłynęły na drugą jego stronę, wędrowców czekało spotkanie z mieszkańcami Transjordanii…

C.D.N.